Rzeczy, które nauczyła mnie moja córka

Tak, tak - dobrze czytacie. Już dawno temu przekonałam się o tym, że to nie jest tak, że tylko ja jestem nauczycielem dla mojej córki, ale to właśnie ona jest doskonałym nauczycielem dla mnie. Odkąd zostałam mamą, śmiało mogę rzec, że to całe rodzicielstwo nauczyło mnie paru rzeczy i parę rzeczy dzięki niemu odkryłam.

Walka o tron, czyli o odpieluchowaniu z przymrużeniem oka ;-)

Tytułem wstępu chciałam oficjalnie przeprosić wszystkich rodziców posiadających co najmniej 2,5 letnie dzieci chodzące w pieluszce, a na których ja w swojej naiwności i arogancji kiedykolwiek spojrzałam krzywym okiem. Tak. Wiem. To nie jest takie proste. To nie jest w ogóle proste. Dzisiaj chciałam napisać słów kilka o tym, jak u nas przebiegała “walka o tron”, co nam było potrzebne, co ułatwiło i utrudniło nam życie i jakie błędy popełniliśmy na tej gów.. i sikaniem płynącej drodze. Oczywiście nie traktujcie tego tekstu jako wyroczni i jedynej i słusznej racji, a bardziej jako opis doświadczeń i zbiór rad, które mam nadzieję Wam się przydadzą ;)

Mama choj!

Macie takie momenty w tym wymagającym stanie bycia rodzicem, kiedy mimo zmęczenia, niewyspania, wkurzenia i zrezygnowania coś Was ściska w piersi, bo Wasze dzieci Was rozbroiły? Tak totalnie, emocjonalnie i uczuciowo rozwaliły Was na łopatki? I właśnie wtedy, w takich momentach porzucacie mordercze myśli, bierzecie głęboki oddech i możecie dalej zachrzaniać na oparach swojej energii albo uśmiechacie się od ucha do ucha i na powrót odnajdujecie w tym wszystkim sens ;)

Trzeba było nie rodzić

Jeśli myślicie, że jestem odporna na wszelką krytykę, bo mam sobie bloga i ktoś mnie czytuje od czasu do czasu to jesteście w błędzie. Przyznaję się bez bicia, że okropnie się wszystkim przejmuję. Tak, tak, powinnam dostać odznakę babki, która martwi się bzdurami. Bo czasem są to bzdury nad bzdurami typu: komentarz, wiadomość prywatna i inne rzeczy. Najbardziej do mnie przemawia konstruktywna krytyka. Mimo tego, że wtedy też przejmuję się jak jasna cholera, to jeśli ktoś mi napisze o co i dlaczego ma jakieś pretensje, jakoś łatwiej mi się z tym pogodzić. Możecie mi wierzyć, że życie i macierzyństwo trochę przestawiło moje wartości i teraz mogę śmiało stwierdzić, że już się nie przejmuję AŻ tak jak kiedyś. Przekonałam się na własnej skórze, że naprawdę wszystkim nie się da dogodzić. Jak to się mówi? Nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili ;)

Wypijmy za (rodzicielskie) błędy

Od kiedy zostałam mamą konsekwencje moich błędów i potknięć mogę zobaczyć nie tylko w odbiciu mojego życia, ale przede wszystkim w życiu mojej córki. Zawsze byłam nerwicowym typem. Tak, tak - ta osoba sprawdzająca dziesięć razy czy drzwi mieszkania są na pewno zamknięte i myjąca ręce częściej nie przeciętny człowiek to ja. Macierzyństwo spotęgowało ten stan. Uświadomienie sobie, że od tego momentu jest się odpowiedzialnym nie tylko za siebie, ale za drugiego człowieka jest zarówno piękne, jak i przerażające. Taka myśl, że teraz, od tej chwili zapewniamy wikt i opierunek nie tylko w sensie fizycznym, ale jesteśmy kreatorami dziecięcej psychiki.

Luzik mamuśki!

Przyznaję się bez bicia, że święta nie jestem i nigdy nie byłam. Jako mama nieraz i nie dwa patrzyłam i myślałam swoje o sposobie zachowania i wychowania jakie preferują inni rodzice. Staram się jednak do nikogo nie wtrącać, a przynajmniej nie robić tego w roszczeniowy sposób. Bóg mi świadkiem, że nauczka w postaci wielu sporów z moją przyjaciółką dała mi do myślenia. Co się okazało? Jako kumpele ze szkolnych lat nadal dogadywałyśmy się ze sobą, ale jako dwie mamy, które obrały zupełnie inny tok myślenia w  wychowaniu swoich pociech? Uuuu, kłótnia za kłótnią i wizja bitwy w kisielu była nam bliska. Na szczęście ogarnęłyśmy się i po prostu wyluzowałyśmy!

Tylko na chwilę

Coś jest w stwierdzeniu, że dzieci są nam dane “tylko na chwilę”. Córka za parę dni kończy dwa latka, a ja nadal nie wiem, jak to możliwe, żeby już tyle czasu minęło od dnia porodu. Nadal słyszę w głowie jej pierwszy krzyk (dobra, może nie pamiętam na jak wysokie tony weszła, ale sądząc po jej dzisiejszych możliwościach wróżę jej karierę w operze), pamiętam ogrom uczuć i emocji które mnie ogarnęły, kiedy usłyszałam ten dźwięk, tuż zaraz po moim strachliwym pytaniu: czemu ona nie płacze? W tych uczuciach i emocjach dominowała ulga, a te kilka, może nawet kilkadziesiąt sekund podczas których czekałam na jej pierwszy krzyk, były jedną z najdłuższych chwil w moim życiu. Może nie pamiętam jak dokładnie brzmiał pierwszy dźwięk wydobyty przez moją córkę, ale na pewno była to najpiękniejsza muzyka jaką kiedykolwiek usłyszałam.

A gdyby tak…

A gdyby tak rzucić to wszystko w cholerę i pojechać w Bieszczady? ;-) Ale ja nie o tym. Dzisiaj oddaję głos Wam. Piszecie do mnie wiadomości prywatne kochane kobitki i dziękuję Wam za nie z całego serca. Pewnie, że zdarzy się jakaś niemiła wymiana zdań, ale w większości są to pełne ciepła słowa. Bardzo często są to Wasze historie, przygody, emocje i uczucia przeżywane przez Was w tym pięknym, ale jakże trudnym czasie jakim jest ciąża, poród, walka o laktację, walka o akceptację, walka z samą sobą. Za każde słowo, za każdy tekst, za każdy uśmiech z całego serca dziękuję ?